
Pick of Destiny - film, którego punktem kulminacyjnym jest naciśnięcie przycisku kutasem. to wiele mówi o tej produkcji i niestety mówi bardzo źle, choć film jest przyzwoity. to znaczy mógłby takim być, gdyby nie niuanse, o których będę tu pierniczył. Jack Jaką-by-tu-teraz-pierdolnąć-minę Black to niuans numer jeden. na przekór szerokiemu gronu miłośników tego ziutka - nie przekonuje mnie amerykańska szkoła komediowej gry z filmów klasy American Pie, jaką prezentuje Black. to z resztą jest gwóźdź trumniany tamtejszej komedii - jesteś pierdolnięty i robisz śmieszne miny? doskonale! zagrasz w naszym filmie główną rolę. aktorstwa nauczysz się w trakcie kręcenia albo wcale. no więc chodzi ten Jack Black i czesze grymasy jak obłąkany. inna sprawa to humor w gagach rozmaitej treści. wygląda na to, że scenariusz pisało kilku ziomków - jeden miłośnik Benny Hilla, jeden optujący za humorem absurdalnym, jeszcze jeden chowany na amerykańskich komediach dla nastolatków, takich jak wiadomo co. rezultat tego jest taki, że jeśli nie jesteś deklem śmiejącym się co chwila i z byle czego, to w tym filmie rozbawi cię może co dziesiąty gag, częściej zaś poczujesz się zniesmaczony (przywołany już motyw z pytą) lub niczym Matoł będziesz intensywnie pocierał czoło, próbując wywołać bijący z oczu promień śmierci, który rozpierdoli telewizor. trzecia rzecz - niespełnione obietnice składane przez realizatorów tegoż filmidła. w pierwszych sekundach na ekranie pojawia się Meat Loaf, za chwilę z plakatu wyziera Dio, zacieram więc łapy, bo uwielbiam takie smaczki, tymczasem na tych postaciach kończy się cameo postaci świata metalu. jest jeszcze Dave Grohl, ale oddam moją basówkę temu, kto go rozpoznał pod tymi maskami i farbami. jeśli film wypiernicza swoje najlepsze atuty na pierwsze 5 minut, to potem wieje nudą okropiczną i rozczarowaniem. główną bolączką filmu jest wspomniane szafowanie gagami w proporcjach "9 chujowych - 1 fajny". James Dio śpiewa piosenkę - fajnie! Jack Black zaraz po nim - chujowo. chuj po stokroć! generalnie może i warto przyczaić sobie tę produkcję ze względu na tych parę naprawdę smacznych żartów, resztę gagów można pominąć, pożytkując czas na żarcie grzybów i picie absyntu, co z resztą mogłoby sprawić, że film zyskałby parę oczek wyżej. a bez tego jest 5/10





