
ROBOTS - najpierw - co dobrego jest w tym filmie: jest rewelacyjnie zrobiony. postacie, otoczenie, pojazdy są wykonane naprawdę doskonale i zdarzało mi się zapodać stopklatkę by przyczaić, jak co jest narysowane. poza tym fajne jest jeszcze... NIC! gówno. film jest disnejowski do potęgi n-tej, całki, silni i reszty tych matematycznych bzdetów. potwierdzenie tezy, że kiedyś efekty specjalne były dodatkiem do filmu, a teraz robi się zupełnie odwrotnie. o fabule można napisać tyle, że jest dobry ziomek z marzeniami i zły, który chce mu je odebrać. na końcu oczywiście ten pierwszy wyciera tym drugim podłogę i żyją długo i szczęśliwie. brzmi znajomo! oczywiście że tak! to fabuła na trylion filmów, które już zostały zrobione przed 'robotami'. już sam tytuł mówi wiele, jeśli nie wszystko, o tej produkcji. 'roboty'! normalnie jak oni na to wpadli, żeby film o robotach zatytułować 'roboty'?! normalnie mistrzowie kreatywnego myślenia. powiesz 'hans, ty stary dziadzie, toż to film dla dzieciaków, a ty się czepiasz'. a i owszem, czepiam się, bo 'zrobiony dla dzieciaków' nie równa się 'byle jaki, wtórny, rysowany krechą grubą jak wity Popeya i robiący z widza totalnego dekla, któremu nie przeszkadzają scenariusze totalnie wyprane z oryginalności'. w oryginale można se posłuchać przynajmniej fajnych aktorów podkładających głosy pod blaszaki: mc gregor, berry, brooks, carrey, ale to tylko dla tych, co się jarają takimi smaczkami. ja się nie jaram i daję 1/10 za pomysł i 9/10 za realizację, to w sumie wychodzi jakieś 4,5/10.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz