
Zohan - podszedłem do tego filmu jako do głupio-śmiesznego i nawet z takim nastawieniem czułem bulgoczącą żenadą oglądając to gówno. żartów starczyło na pierwsze pół godziny, a jako że film ma prawie 2h, potem jest okropna nuda i nędza. na prawdę, mówię poważnie - spokojnie możesz zakończyć oglądanie tego filmu po dwóch kwadransach. przez ten czas ujrzysz nawet fajnie zrealizowaną scenę walki i kilka przyzwoitych gagów wartych nagrodzenia szerokim uśmiechem. potem, jeśli jeszcze nie widziałeś tej celuloidowej sraki, daruj sobie oglądanie. aktorstwo sandlera to popierdalanie non stop z uniesionymi brwiami niczym po aplikowaniu czopków. nie wiem, gdzie on się tego nauczył, ale chyba taka magia amerykańskich komedii, adresowanych przeważnie do mieszkańców krainy ziszczających się snów. jeśli jesteś debem i słabo ci idzie, ale bardzo, bardzo, naprawdę bardzo czegoś chcesz (na przykład zagrać w nieśmiesznej komedii), to ci się to uda. wracając jednak do filmu - drewniane moralitety na temat konfliktu palestyna - izrael to naprawdę chujowy motyw do wrzucania w tak durną komedię, ale widocznie producent tegoż obrazu uznał, że jednak fajnie jest się z tego pośmiać a na końcu powiedzieć, że przemoc jest be i tak na prawdę wszyscy się kochają. no ja pierdolę. dalej, jak już przetrawiłem to, że oglądam film z sandlerem, to pojawił się ten jebany schneider, a gdy myślałem, że to już koniec katorgi, pojawiła się maria carey. jeśli są w istocie jakieś kręgi piekła i w najgłębszym z nich katowani są najwięksi grzesznicy, to na pewno, na pewno męki te polegają na obcowaniu z twórczością i osobowością tej pokraki z ryjem jak u salamandry. jeśli ma mnie po śmierci spotkać taki los, to boże! żałuję wszystkich grzechów! żeby nie przedłużać - ten film to totalne bezguście, sraka tysiąc i paździerz. stracone 2 godziny. 0.5/10 za pomysł zrobienia komedii o ex-terrorysto-agentach, który zmarnowano.
że też się na to porwałem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz